Akt III - klp.pl
Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
SCENA 1

DORYNA, DAMIS

DAMIS
Niech mnie kule biją, niech mnie kaczki zdepcą,
nazwijcie mnie złodziejem, mordercą, pochlebcą,
jeżeli coś powstrzyma mój wybuch ponury
i jeżeli nie zrobię strasznej awantury!

DORYNA
Przebóg, tak się gwałtowną nie unoś cholerą;
o tym ślubie twój ojciec napomknął dopiero.
Bywa, że plan bogaty, a skutek ubogi;
od zamiaru do rzeczy jest ładny szmat drogi.

DAMIS
Ja muszę tego durnia przykuć na łańcuchu,
muszę powiedzieć szelmie parę słów do słuchu.

DORYNA
Z wolna, panie Danusie, pohamuj się, proszę,
na niego i na ojca daj działać macosze.
Ona ma na Tartufa wpływ nie byle jaki,
on chętnie jej ulega; są pewne oznaki,
że ma do niej afekty niezupełnie letnie –
co też daj, Panie Boże! to byłoby świetnie.
Przy tym jejmość Elmira sprzyja sprawie twojej:
chce go wybadać o to, co cię niepokoi,
poznać jego uczucia, dać mu do poznania,
jaki zamęt wyniknie, jeśli on się skłania
do planów twego ojca. Wawrzyniec powiada,
że jego pan się modli; przerwać nie wypada,
ale za krótką chwilę ma tu zejść podobno.
Idź więc pan; niech ze sobą pomówią osobno.

DAMIS
Niech się w mej obecności toczy ta rozmowa.

DORYNA
Nie. Muszą zostać sami.

DAMIS
Nie powiem ni słowa.

DORYNA
Gadaj zdrów! Dobrze wiemy, żeś waćpan gorączka;
gotów−eś wszystko zepsuć −jak nic strzelisz bączka.
Idź.

DAMIS
Nie; przyrzekam spokój; chcę przyjrzeć się trocha.

DORYNA
Oj, jaki z pana nudziarz! Już idą. Wynocha!
(Danis chowa się w zakamarku w głębi sceny)

SCENA 2

TARTUF, WAWRZYNIEC, DORYNA

TARTUF
(dostrzegłszy Dorynę)
Zabierz mą włosienicę i mą dyscyplinę,
Wawrzyńcze. Módl się zawsze − w tym szczęście jedyne.
Gdyby kto chciał mię widzieć, powiedz, że z jałmużną
i pociechą do więźniów poszedłem usłużną.

DORYNA
(na stronie)
Jaki fałsz i obłuda u tego raroga!

TARTUF
Czego chcesz?

DORYNA
Chcę powiedzieć waćpanu...
(Tartuf wyjmuje z kieszeni chusteczkę)

TARTUF
Na Boga,
weź panna tę chusteczkę, nim przemówisz do mnie.

DORYNA
Po co?

TARTUF
Zasłoń nią piersi, które tak nieskromnie
wystawiasz mi na widok; wiedz, że te przedmioty
wzbudzają grzeszne myśli, zgubne są dla cnoty.

DORYNA
Więc jesteś na pokusę tak czuły? więc ciało
wywołuje w twych zmysłach ciągotkę niemałą?
Nie wiem, jakie płomienie w panu teraz gorą,
lecz sama się nie czuję do żądzy tak skorą
i choćbyś stanął nagi od dołu do góry,
ja bym nie pożądała waszmościnej skóry.

TARTUF
Nieco więcej schludności w swej mowie ulokuj,
albo będę zmuszony opuścić ten pokój.

DORYNA
Nie, nie, to ja umykam, skoro panu wadzę;
jedno tylko polecam asana uwadze:
jejmość pani Elmira zejdzie tu za chwilę
i o moment rozmowy prosi waści mile.

TARTUF
Służę jej najochotniej.

DORYNA
(do siebie)
Już od razu mięknie!
Ponoć moje domysły sprawdzają się pięknie.

TARTUF
Rychłoż przyjdzie?

DORYNA
Już idzie, zdaje się. Przepraszam,
uciekam i zostawiam waćpaństwa sam na sam.

SCENA 3

ELMIRA, TARTUF

TARTUF
Niechaj niebo, w dobroci swojej najłaskawsze,
zdrowiem ciała i duszy darzy panią zawsze,
niechaj cię błogosławi, jak ci życzy tego
najmniejszy z tych, co świętej Jego woli strzegą.

ELMIRA
Wielcem zobowiązana za zbożne orędzie.
Ale siądźmy na krzesłach, wygodniej nam będzie.

TARTUF
Jakże się pani miewa po świeżej chorobie?

ELMIRA
Doskonale; gorączka rychło poszła sobie.

TARTUF
Nazbyt nikłą zasługę miały moje modły
i nic one tę łaskę na panią przywiodły;
lecz ku niebu lecące licznych próśb mych roje
za jedyny swój przedmiot miały zdrowie twoje.

ELMIRA
W swej świętej o mnie trosce jest pan zbyt łaskawy.

TARTUF
Nad drogie pani zdrowie nie ma droższej sprawy;
dla jego przywrócenia − własne dać bym gotów.

ELMIRA
Chrześcijańska miłość nie zna wyższych nad te wzlotów!
Daremnie bym marzyła o godnej odpłacie.

TARTUF
Zasługujesz na więcej, niźli czynię dla cię.

ELMIRA
Chciałam omówić z panem pewną rzecz sekretnie;
radam, że nikt nie śledzi, zwierzeń nikt nie przetnie.
TARTUF
Mnie to też uszczęśliwia; jest mi słodko, pani,
żeśmy tutaj we dwoje i nie szpiegowani:
niebios o tę sposobność błagałem już nieraz,
lecz one mi zesłały ją dopiero teraz.

ELMIRA
Pragnę chwili rozmowy, podczas której, tuszę,
odsłonisz mi bez reszty swe serce i duszę.
(Damis uchyla drzwi zakamarka, w którym się ukrył posłuchując)

TARTUF
Mnie także na tej jednej łasce zależało,
abym mógł twoim oczom odkryć duszę całą
i przysiąc, że jeżelim ganił tłum tych gości,
którzy ściągają tutaj dla twojej piękności,
to powodem nie była złość ku tobie żadna,
ale raczej gorliwość potężna, wszechwładna
i czysty poryw, który...

ELMIRA
Ogromnie to cenię,
bo wierzę, że szło panu o moje zbawienie.
(Tartuf ściska jej końce palców)

TARTUF
Tak, niewątpliwie, pani; w mym wielkim ferworze...

ELMIRA
Oj, boli!

TARTUF
To z nadmiaru ferworu. Mój Boże,
na myśl o krzywdzie pani aż serce mi pęka
i raczej bym...
(kładzie rękę na jej kolanie)

ELMIRA
Co robi tutaj pańska ręka?

TARTUF
Macam sukni materiał; jak się on nazywa?

ELMIRA
Zlituj się pan, zaniechaj! bardzom łaskotliwa.
(odsuwa się z krzesłem, a Tartuf przysuwa się ze swoim)

TARTUF
(dotykając szala Elmiry)
Co za cudna koronka! przedziwna robótka!
Że też dłoń śmiertelnika takie cacko utka!
Jak się wydoskonalił dzisiaj kunszt człowieczy!

ELMIRA
To prawda. Ale teraz przechodzę do rzeczy.
Pono mąż chce odwołać, co przyrzekł pierwotnie,
i panu dać swą córkę. Czy tak jest istotnie?

TARTUF
Coś mi o tym wspomniał; ale, mówiąc szczerze,
nie tutaj widzę szczęścia najwyższe probierze,
gdzie indziej upatruję przecudne powaby,
kiedy luba tęsknota moich marzeń szłaby.

ELMIRA
Bo pan nie masz pociągu do ziemskich omamień.

TARTUF
W piersi mojej spoczywa serce, a nie kamień.

ELMIRA
Myślę, żeś oddał niebu wszystką swoją wolę
i że cię nic nie nęci na tym tu padole.

TARTUF
Miłość, która nas wznosi do niebieskich rzeczy,
ukochaniu piękności doczesnej nie przeczy;
oczarować się dają zmysły nasze snadno,
gdy cudne boże dzieła pod oczy nam wpadną.
Odblask niebiańskiej krasy lśni w tobie podobnych;
lecz tyś najnadobniejsza ze wszystkich nadobnych:
odzwierciedlasz niebiosa w sposób przeuroczy,
który zniewala serce i zdumiewa oczy,
że ilekroć cię widzę, nieziemskie zjawisko,
muszę podziwiać Tego, który stworzy wszystko,
i bucha ze mnie płomień żarliwych afektów
ku najurodziwszemu z Jego konterfektów.
Obawiałem się zrazu, czy tajne te żary
nie są chytrym podstępem piekielnej poczwary,
i nawet byłem gotów zbiec przed twą urodą,
myśląc, że ku zbawieniu będziesz mi przeszkodą.
Alem w końcu zrozumiał, wdzięczny ideale,
że grzeszną ta namiętność może nie być wcale,
że ją mogę pogodzić z mą wstydliwą cnotą –
i dlatego do serca wstęp jej daję oto.
Zuchwalstwo to niemałe, sam wyznaję szczerze,
iż ci to moje serce złożyć śmiem w ofierze,
lecz pokładam nadzieję w twej dobroci jedno,
nie w mych płonnych staraniach, co wobec niej bledną.
W tobie moja otucha, me dobro, mój spokój,
ty jedna o mym szczęściu lub klęsce wyrokuj;
mocą swego dekretu ty mi być przeznaczysz
nieszczęsnym, jeśli zechcesz, szczęsnym − jeśli raczysz.

ELMIRA
Niepospolicie dworne są te oświadczyny,
ale mię trochę dziwią − i nie bez przyczyny:
pan powinien był, sądzę, mocniej wziąć się w karby
i zaniechać tych wyznań − pan, co takie skarby
pobożności ma w duszy, każdy ci to przyzna...

TARTUF
Ha! choć jestem pobożny, jam niemniej mężczyzna
i kiedy się przyglądam twej niebiańskiej krasie,
przemawia moje serce, rozum milknie zasię.
Wiem, że się moje słowa spotkają z protestem;
lecz, pani, ostatecznie aniołem nie jestem;
więc jeżeli potępiasz ten wybuch mej werwy,
swój urok czarodziejski skarćże pani pierwej.
Gdym ujrzał twej piękności nadludzkie klejnoty,
wnet zostałaś królową całej mej istoty;
niewysłowną słodyczą boskie oczy twoje
przełamały mój opór, skruszyły mi zbroję,
przezwyciężyły wszystko: posty, płacze, modły –
i całą moją wolę ku twym wdziękom wiodły.
Mój wzrok, moje westchnienia − już ci tysiąc razy
mówiły o tym; dzisiaj niech mówią wyrazy.
Jeśli choć skra litości duszę ci przenika
na widok niegodnego twego niewolnika,
jeżeli twoja dobroć pocieszyć mię raczy,
zniżyć się do mej nędzy, ulżyć mi w rozpaczy –
zachowam dla cię zawsze, o mój słodki cudzie,
uczucia, jakim równych nie widują ludzie.
Z mej strony nic nie grozi twojej dobrej sławie,
wstydu ci nie przyczynię, hańby nie nabawię.
Ty mydłki, za którymi damy przepadają,
są hałaśliwą w czynach, próżną w słowach zgrają;
każdym swoim sukcesem chełpią się z rozkoszą,
ukazać im przychylność − zaraz to rozgłoszą;
gadatliwym językiem, niby szpetną sadzą,
czernią tę−że świątynię, której sercem kadzą.
W ludziach jak ja natomiast żar płonie z ostrożna,
z nami zawsze być pewnym tajemnicy można:
nasza dbałość, by nie psuć opinii o sobie,
daje wszelką rękojmię kochanej osobie;
tylko u nas się znajdzie dwie najrzadsze sprawy:
miłość bez osławienia, rozkosz bez obawy.

ELMIRA
Słuchałam tej przemowy, i uznać wypadnie,
iż jej treść się tłumaczy aż nadto dosadnie.
Czy się waćpan nie boi, że mi przyjdzie chętka
mężowi to powtórzyć? że wiadomość prędka
o tych lubych uczuciach może nieco zmieni
tę przyjaźń, którą dzisiaj jesteście złączeni?

TARTUF
Wiem, że na to ma pani dobroci zbyt wiele
i daruje mi, jeśli mówiłem zbyt śmiele;
że ułomnością ludzką wytłumaczy pani
te wybuchy miłości, która tak ją rani;
i zrozumie, spojrzawszy na własną urodę,
że człowiek nie jest ślepcem i ma krew, nie wodę.

ELMIRA
Inne by postąpiły inaczej, być może,
ale ja będę względna i ust nie otworzę,
nic mężowi nie powiem − za to waszmość ze mną
wyrówna ten rachunek usługą wzajemną,
mianowicie, bez kluczeń, naleganiem szczerym,
masz forytować związek Marianny z Walerym,
wyrzec się swych niesłusznych wpływów na człowieka,
który przez cudzą krzywdę tryumf ci przyrzeka
i...

SCENA 4

DAMIS, ELMIRA, TARTUF

DAMIS
(wychodząc z zakamarka, w którym się ukrywał)
Nie, nie, proszę pani, to roztrąbić trzeba!
Byłem tu i słyszałem. Sama dobroć nieba
tym pomyślnym przypadkiem broń mi w ręce kładzie,
bym skonfundował łotra, co mi jest na zdradzie,
bym zemstę sprawiedliwą na hultaju wywarł
za jego hipokryzję, za stek jego przywar,
abym ojca oświecił, zdarł mu z oczu bielmo
i z durzącym się w tobie zapoznał go szelmą.

ELMIRA
Nie, Damisie. Zmądrzawszy postara się pono
zasłużyć na tę łaskę, dziś mu wyświadczoną.
Od danym mu przyrzeczeń nie odwódź mnie, proszę.
Mnie nie bawią te śmieszne podboje kokosze:
z takich głupich wynurzeń zaśmiać się wystarczy,
a mężowskich się uszu nimi nie obarczy.

DAMIS
Pani ma swoje racje − niechże mi wybaczy,
że ja także mam swoje, by działać inaczej.
Tego franta oszczędzać − to taktyka licha;
bezczelna jego swada i nieznośna pycha
zbytnią w mej potulności pokłada nadzieję
i zbyt wiele zamętu w domu naszym sieje.
Ten szalbierz nad mym ojcem przewodzi bez miary,
krzyżując Walerego i moje zamiary.
Niech się ojciec z tych sideł nareszcie wygmatwa,
gdy po temu, na szczęście, jest sposobność łatwa;
gorącom niebu wdzięczny, że mi dziś ją zsyła;
zaniechać jej − głupota istna by to była,
której wszystkich złych skutków na siebie nie bioręż,
gdy mając odwet w ręku, z rąk wypuszczę oręż?

ELMIRA
Damisie...

DAMIS
Nie, darujesz, nie usłucham ciebie.
Moja dusza jest teraz jakby w siódmym niebie,
słowa twoje zaiste kuszą się daremnie
radość tej słusznej zemsty oddalić ode mnie.
Całą tę przykrą sprawę załatwię niezwłocznie.
Oto idzie mój ojciec − gra się wnet rozpocznie.

SCENA 5

ORGON, DAMIS, TARTUF, ELMIRA

DAMIS
Twe tutaj przybycie, ojcze mój, uświetnię
opowiadaniem, które zadziwi cię setnie.
Nie darmo się twe serce czułością rozmiękcza,
ten pan za dobrodziejstwa ślicznie się wywdzięcza,
kocha cię tak niezmiernie, że, nie myśląc długo,
spróbował cię uraczyć kukułczą przysługą:
przyłapałem go tutaj, gdy składał jejmości
karygodne wyznania sromotnej miłości.
Ona ma dobre serce: przez zbytnią dyskrecję
chciała za wszelką cenę trzymać to w sekrecie;
ja dla jego bezwstydu żadnych względów nie mam;
krzywdę bym ci milczeniem wyrządził, jak mniemam.

ELMIRA
Nigdy się taką sprawą błahą i dziecinną
mężowskiego spokoju mącić nie powinno;
nie od tego zależy honor − i wystarczy,
byśmy swej uczciwości użyły jak tarczy.
Tak sądzę. − Damis byłby zachował to w duchu,
gdybym u niego miała choć trochę posłuchu.

SCENA 6

ORGON, DAMIS, TARTUF

ORGON
Wielkie nieba, podobnaż to rzecz, co tu słyszę?

TARTUF
Tak, mój bracie, jam nędznik, wydrwisz nad wydrwisze,
opryszek nad opryszki, filut nad filuty,
oczajdusza nieszczęsny, łotr ze czci wyzuty.
W każdej chwili żywota grzeszę najniegodniej,
pasmem jest moje życie plugastwa i zbrodni;
toteż dzisiaj niebiosa, widząc wstrętne bagno
mojej duszy, dotkliwie ukarać mię pragną.
Choćbyście mi najgorsze z łajdactw zarzucili,
ni jestem tyle pyszny, bym się bronić silił.
Uwierz w to, co ci mówią, nie oszczędź mi sromu,
wypędź mię jak zbrodniarza ze swojego domu;
choćby się z hańb największa stała mym udziałem,
zaliż na jeszcze większą nie zapracowałem?


strona:   - 1 -  - 2 - 

Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij


  Dowiedz się więcej
1  Świętoszek - streszczenie
2  Postacie Moliera
3  Świętoszek - plan wydarzeń



Komentarze: Akt III

Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)
Imię:
Komentarz:
 





Streszczenia książek
Tagi: